Jeśli zamierzasz wykorzystać publicznie jakiekolwiek informacje lub materiały z tej strony - zapytaj o zgodę

Moja publiczność jest mądra

Mikołaj Lizut

Gazeta Wyborcza 1999 (numer 13 marca)


- Kategoryczne sądy będą w moich piosenkach zawsze. Piosenka "Wszyscy artyści to porstytutki" opowiada o pokrewieństwie tych zawodów. Można je jeszcze podzielić: na tych którzy schlebiają klientom, i tych, którzy uczą klientów nowych doznań. Ja chciałbym być taką droższą prostytutką - mówi Kazik Staszewski w rozmowie z Mikołajem Lizutem.


Mikołaj Lizut: Zajmujesz się muzyką rockową już 20 lat. Jak przez ten czas zmienili się Twoi słuchacze?


Kazik: Odmłodnieli. Kult długo był grupą, której słuchali przede wszystkim studenci, mimo że wyrośliśmy z estetyki punkrockowej. To nie była jednak ta sama publiczność, która słuchała takich punkowych zespołów jak Dezerter czy TZN Xenna. Zawsze mieliśmy część widowni, która przychodziła posłuchać słów, a nie tylko tańczyć pogo. Z tego chyba powodu zaczęto mnie przede wszystkim uważać za autora tekstów, choć dla mnie teksty były zawsze nierozerwalnie związane z muzyką.


Z czasem nasza publiczność stawała się coraz młodsza. Zaczęliśmy grać więcej koncertów, na których pojawiali się licealiści. Gdy nagrałem pierwszą solową płytę "Spalam się", ta poprzeczka wiekowa obniżyła się dramatycznie. Pamiętam, jak synek mojej sąsiadki, który wtedy zaliczał ostatnią grupę w przedszkolu, wyrecytował mi dwa moje teksty z pamięci. Nie byłem z tego specjalnie zadowolony, bo nie są to piosenki dla małych dzieci.


Z drugiej strony te nożyce wiekowe rozwarły się też w górę, gdy powstała płyta "Tata Kazika" z tekstami mojego ojca. Ta płyta trafiła również do ludzi sporo starszych ode mnie.


Mikołaj Lizut: Jak sądzisz, dlaczego Twoje płyty kupują ludzie, których mógłbyś być ojcem?


Kazik: Nie wiem. Być może wynika to z mojej konsekwencji w życiu twórczym. Gdy zdecydowałem, że chcę żyć właśnie z muzyki i to jest moja największa życiowa pasja, miałem już za sobą lata grania amatorskiego. Trochę znałem też prawa rządzące tym światem, więc byłem odporny na pewne pokusy. Mieliśmy też już swoją publiczność. Wiem, że ona będzie mi już zawsze wierna, pod warunkiem że ja nie będę się wobec niej nieładnie zachowywał.


Miałem ostatnio bardzo miłe spotkanie po koncercie w Krakowie z grupą ludzi, z którymi rozmawiam przez Internet. To, co mnie uderzyło na tym spotkaniu (widziałem ich po raz pierwszy) - w tym towarzystwie nie było żadnego głąba. Są oczywiście bardzo różni, ale każdy z nich daje ci jakąś formę energii. Moja publiczność jest mądra.


Gdy obchodzono 80-lecie warszawskiego liceum im. Stefana Batorego, komitet rodzicielski zapytał uczniów, jakiego wykonawcę życzą sobie na tę rocznicę. Ogromną większością głosów zwyciężył Kult i zagraliśmy na dziedzińcu szkoły. Gdy patrzyłem na tych ludzi, to odniosłem wrażenie, że bije od nich coś pozytywnego. Chciałbym, żeby moje dzieci były takie. Nośne kiedyś hasło "No future" ich nie dotyczy. Są nadzieją na przyszłość.


Mikołaj Lizut: Przyznasz jednak, że to tylko część młodzieży. To jest elita, przyszli biznesmeni i dyrektorzy wielkich korporacji. Ich rówieśnicy blokersi nie mają takich perspektyw. Ale w trakcie pokoleniowej dyskusji w "Gazecie Wyborczej" pojawił się pogląd, że choć drogi do ziszczenia marzeń obierają oni różne, to marzenie jest wspólne - pieniądze.


Kazik: Może coś w tym jest. Model życia, który serwuje się młodzieży poprzez filmy i reklamy, jest bardzo konsumpcyjny. Jestem jednak przeciwnikiem wszelkich generalizacji, choć studiowałem socjologię. Każdy ma swoją bajkę. Ludzie, z którymi spotykam się po koncertach, nie robią na mnie wrażenia łykających każdą reklamę bez zachłyśnięcia się. W tym zmaterializowanym świecie znajdują sobie margines, gdzie nie ma wyścigu po sukces materialny.


Mikołaj Lizut: Powiedziałeś, że punkowe hasło "No future" nie dotyczy obecnej młodzieży. W jaki sposób dotyczyło ono Ciebie?


Kazik: To było sztandarowe hasło ruchu punkowego, na który załapałem się w wieku 15 lat. Teraz młodzież szybciej dorasta, mnie to zajęło więcej czasu. Wtedy po prostu mi się to podobało. Podobała mi się muzyka, sposób ubierania się punkowców. Poleciałem na modę. Taka forma ekspresji była dla mnie życiowym odkryciem.


Mikołaj Lizut: Przeciw czemu się wtedy buntowałeś?


Kazik: To nie była bardzo poważna kontestacja. Buntowałem się przeciw temu, że nie ma dokąd pójść po południu. Przeciw temu, że ze Starówki przeganiała nas milicja. Nie byłem bardzo zbuntowany. Kilka razy poszedłem w punkowym rynsztunku do szkoły i zawieszono mnie w czynnościach ucznia. Szybko dotarło do mnie, że do szkoły się tak nie chodzi, więc przebierałem się po lekcjach.


Mikołaj Lizut: Szkoła, dom, państwo... nie były dla Ciebie instytucjami opresyjnymi?


W czasach liceum raczej nie. Pierwszym buntowniczym przeżyciem był strajk studencki w 1981 r. To było fantastyczne doświadczenie wspólnotowe. Studenci z piątego roku, którzy wydawali mi się bardzo dorośli, wykładowcy - stali się naszymi kumplami. Już ludzie o rok od nas młodsi tego nie doświadczyli. Mnie mniej interesowało wtedy to, o co właściwie jest ten strajk i co się w Polsce dzieje. Bardziej byłem zafascynowany tym poczuciem wspólnoty.


Po raz pierwszy poczułem opresyjność systemu w stanie wojennym. Wtedy to poczucie wspólnoty dogoniła treść. Pojąłem, że uczestniczyliśmy w ruchu, który usiłował to państwo jakoś zmienić. To wszystko sprawnie spacyfikował generał Jaruzelski. Gdy to wszystko runęło, pojawili się świadkowie Jehowy. Oni sprzedali mi obraz świata, który był dla mnie światłem w tej całej beznadziei.


Mikołaj Lizut: Jak się z nimi zetknąłeś?


Kazik: Przyszli do mnie do domu. Moja mama i babcia nigdy ich nie wpuszczały, ale wtedy akurat ich nie było w domu. Ja ich wpuściłem i zacząłem z nimi rozmawiać. Powiedzieli, że nie ma się co martwić, bo te wszystkie rzeczy, które się tu dzieją - "Solidarność", stan wojenny - za chwilę będą należały do przeszłości. Chodzi o to, żeby przeżyć tę chwilę i wejść do Królestwa Jezusa, które nadchodzi. Dali mi nadzieję, w którą bardzo mocno uwierzyłem: to, co się dookoła dzieje, jest jakby poza mną. Muszę jeść, pić i spać, żeby przeżyć, ale nic ponadto. Żadnej współpracy z szeroko pojętym "Babilonem". Chodziłem regularnie do świadków Jehowy na studium biblijne. Nie zdecydowałem się jednak na chrzest, bo musiałbym przestać grać.


Mikołaj Lizut: Dlaczego akurat świadkowie Jehowy byli dla Ciebie takim odkryciem? Przecież wcześniej zetknąłeś się z katolicyzmem.


Kazik: Tak. Przyjąłem wszystkie sakramenty, jakie do 18. roku życia można przyjąć. Chodziłem do kościoła i na religię. Natomiast tam nigdy nie odczułem obecności absolutu. W kościele najbardziej czekałem na zdanie: "Idźcie, ofiara spełniona". Byłem nieuświadomionym ateistą.


Mikołaj Lizut: Na czym więc polegała teologiczna wyższość świadków Jehowy?


Kazik: Urzekło mnie w nich to, że przynieśli mi Pismo Święte. Przedtem była to dla mnie taka księga, której normalny człowiek nie jest w stanie przeczytać i pojąć. W kościele ksiądz czyta tylko Ewangelię i urywki ze Starego Testamentu. Oni pokazali mi, że Biblię można samemu przeczytać i zrozumieć.


Zobaczyłem, jak bardzo powołujący się na Pismo Święte katolicyzm różni się od tego, co tam jest napisane. W religii katolickiej czczona jest Matka Boska i wizerunki Boga, choć zakazuje tego Biblia. Katolicy wierzą też w nieśmiertelną duszę. Niczego takiego nie ma w Biblii. Dusza człowieka to krew, dlatego świadkowie Jehowy odmawiają transfuzji.


Mikołaj Lizut: I uwierzyłeś w to, że dusza to krew?


Kazik: Tak.


Mikołaj Lizut: A czyją duszą jest krew syntetyczna?


Kazik: Pytałem ich o to - niczyją. Traktują ją jak lekarstwo. Można ją przyjmować.


Mikołaj Lizut: A jeśli ktoś przyjmuje krew od innego człowieka?


Kazik: Jeśli robi to świadomie, to ciężki grzech...


Mikołaj Lizut: Ale co się dzieje z duszą?


Kazik: Tak daleko w to nie wnikałem. Wtedy wszystkie odpowiedzi świadków Jehowy były jasne i logiczne. Nie interesowało mnie, co się stanie, gdy zmieszamy dwie dusze.


Mikołaj Lizut: Nie obraź się, ale to trochę naiwne. Co byś zrobił, gdyby ktoś z Twojej rodziny potrzebował transfuzji?


Kazik: Ja na pewno nie odmówiłbym transfuzji dla swojego dziecka. Mój obraz świata nie jest czarno-biały, ma też wiele odcieni szarości. Jednak dla świadków Jehowy nasze obecne życie jest tylko próbą przed większym koncertem. Oni czekają na raj, który nastąpi kiedyś na Ziemi. Jeśli więc nie godzą się na transfuzję krwi dziecka, to żeby uratować mu przyszłe życie w raju, choć kosztem tego doczesnego.


Mikołaj Lizut: Więc nie jesteś dobrym świadkiem Jehowy?


Kazik: Słabym też nie. Przecież wyraźnie powiedziałem, że się nie ochrzciłem.


Mikołaj Lizut: Ale wierzysz w Boga?


Kazik: Dzisiaj zakładam, że Bóg jest. Zrobiłem się agnostykiem. Nie jestem pewien, czy potrafię dotrzeć do sedna sprawy. Wiem też, że mój świat nie jest jedyny. Są różne, prawomocne sposoby dochodzenia do Boga i odchodzenia od Niego. Z czasem stałem się człowiekiem bardziej tolerancyjnym.


Mikołaj Lizut: W swoich piosenkach na ogół wypowiadasz bardzo kategoryczne sądy. Śpiewałeś: "Wszyscy artyści to prostytutki", "Mój wydawca jest złodziejem", "Łysy jedzie do Moskwy"... A teraz jakby odzywa się w Tobie głos relatywisty.


Kazik: Może trochę, ale myślę, że kategoryczne sądy będą w moich piosenkach pojawiać się zawsze. Niektóre rzeczy po prostu dają się konkretnie opisać. A piosenka "Wszyscy artyści to prostytutki" opowiada o pokrewieństwie tych zawodów. Ja nie stawiam się ponad resztą, skoro uważam się za artystę. Oba te zawody można jeszcze podzielić na dwie podkategorie: na tych, którzy schlebiają klientom, i na tych, którzy uczą klientów nowych doznań, pokazują im świat, w którym jeszcze nie byli. Ja chciałbym być taką droższą prostytutką.


Natomiast piosenka "Łysy jedzie do Moskwy" była reakcją na wyjazd premiera Oleksego na defiladę zwycięstwa do Rosji. Informacja o tym znalazła się na tej samej stronie w gazecie co korespondencja z wkroczenia rosyjskich wojsk do Groznego. Wizyta Oleksego w Moskwie była dla mnie ewidentnym skandalem.


Mikołaj Lizut: Twoje teksty dotyczą często konkretnych wydarzeń politycznych. Są bardzo doraźne i czasem trudno je zrozumieć, nie znając ich historycznego kontekstu. Myślisz, że siedemnastolatki wiedzą, o co chodzi w piosence "Lewy czerwcowy"?


Kazik: Z pewnością nie wiedzą, dlatego na koncertach wygłaszam krótką prelekcję o tajnej naradzie u Wałęsy, która wyłoniła kamiennolicego strażaka z PSL na premiera. To prawda - niektóre moje piosenki szybko się starzeją. Nic na to nie poradzę.


Mikołaj Lizut: Interesuje Cię polityka?


Kazik: Nie wierzę w uczciwe zamiary polityków. Cała ta działalność służy zdobyciu władzy lub jej utrzymaniu. Politycy, mimo deklaracji, nie myślą wcale kategoriami wspólnego dobra. Polityka jest tak brudna, że nawet uczciwy człowiek, który się nią zajmuje, prędzej czy później upaprze się błotem. Totalitaryzm różni się od demokracji jedynie sposobami zdobywania i utrzymywania władzy.


Mikołaj Lizut: Równie dobrze można powiedzieć, że praca muzyka jest brudna, bo zależy mu tylko ma zarobieniu pieniędzy.


Kazik: Polityka niesie dużo więcej pokus. Potrafię wymienić chyba tylko jednego polityka, który się nią nie ubrudził - Mahatma Gandhi. Ale jego decyzje też powodowały ofiary, np. ta o utworzeniu Pakistanu.


Mikołaj Lizut: Muzyk rockowy, w przeciwieństwie do polityka, nie ponosi jednak żadnej odpowiedzialności za swoje słowa. Nie można go przecież zwolnić. Czy czujesz się jakoś odpowiedzialny za swoje utwory?


Kazik: To jest pytanie o wolność absolutną w sztuce. Oczywiście artysta ma dużo większy margines swobody niż polityk. Pewną odpowiedzialność powinien jednak ponosić. Są sprawy, takie jak legalizacja narkotyków, na temat których mam poglądy kontrowersyjne, ale nie zaśpiewam o tym piosenki, ponieważ mogę być opacznie zrozumiany.


Mikołaj Lizut: Czy uważasz, że narkotyki powinny być legalne?


Kazik: Jestem przeciwny dzieleniu używek na legalne i nielegalne. Dlaczego urzędnik ma decydować, czym obywatelowi wolno się truć, a czym nie? Poza tym karanie za narkotyki i tak nie eliminuje problemu, lecz tylko powoduje, że zajmują się tym ludzie bezwzględni. Powoduje to falę przestępczości. Nigdy jednak o tym nie zaśpiewam, bo ktoś może to odebrać jako zachętę do brania narkotyków.


Mikołaj Lizut: Głosząc kategoryczne sądy, stąpasz po kruchym lodzie. Dla wielu młodych ludzi jesteś jednak dzięki temu autorytetem. Czy Kazik-autorytet czasem błądzi?


Kazik: Zrobiłem w życiu kilka rzeczy, których mogłoby nie być. Na pewno niepotrzebne były oba moje występy w Sopocie. To miejsce nie dla mnie, ale namówiono mnie, że dobrze będzie tam się pokazać z komercyjnego punktu widzenia. Trochę tego żałuję. Drugi występ można by już jakoś przeboleć, bo sprowokowałem prezydenta piosenką "Wałęsa, dawaj moje sto milionów". Mimo to mam pewien niesmak po tym Sopocie. Żałuję też kilku swoich wypowiedzi w mediach... Jednak generalnie nie ma nic takiego, co by nie pozwalało mi spojrzeć rano w lustro. Muniek Staszczyk powiedział w rozmowie z tobą, że wstydzi się występu przed Messnerem w Spodku w 1987 r. A dla mnie to była dobra, sponsorowana siedmiodniowa zabawa w Katowicach na festiwalu kultury studenckiej. Nikt pewnie nie uwierzy, ale dopiero po koncercie dowiedziałem się, że Messner był na widowni. Nie miałem jednak kaca.


Mikołaj Lizut: A o kim jest piosenka "Zoil", którą zaśpiewałeś z Kasią Nosowską: "Kurdupel nadęty, miernota przeklęty, z rybą w nazwisku, bliźniego po pysku..."


Kazik: To piosenka o konkretnym krytyku muzycznym, który kiedyś dopiekł Kaśce. To jej piosenka. Ja na początku nie skumałem, o co w niej chodzi. Myślałem, że to taki ogólny pamflet na krytykę muzyczną. Okazało się, że to konkret, ale piosenkę już nagrałem i trudno się było wycofywać. Nie mam nic do tego faceta i głupio mi teraz.


Mikołaj Lizut: A nie głupio Ci z powodu wizyt w cenzurze?


Kazik: To były bardzo śmieszne, choć męczące wizyty. Przyjąłem taką zasadę, że nie będę pozwalał na żadne ingerencje w teksty - tzn. jeśli jakiejś piosenki nie dało się przewalczyć bez zmian, to z niej rezygnowałem w ogóle. W sekcji zajmującej się muzyką rockową było dwóch facetów. Jeden młody, który udawał kumpla. Klepał po ramieniu i mówił: "Wiesz, musimy tak zamieszać w tym tekście, żeby ci na górze nie skumali, o co naprawdę chodzi". A starego głównie interesowały sprawy gramatyki i ortografii, gdyż był autorem książek dla dzieci "Gramatyka na wesoło" i "Ortografia na wesoło".


Miałem na nich taki sposób, że przed wizytą w cenzurze pisałem kilka takich superostrych tekstów typu: "Niszczy nas beton partyjny...." czy coś takiego. Głównie więc skupiali się na tych tekstach, dzięki czemu udało mi się wiele innych przewalczyć. To, że nie pozwalałem zmieniać tekstów, oczywiście w znacznym stopniu okaleczało nasz repertuar. Pierwsza płyta Kultu zupełnie nie była tym, co graliśmy na koncertach. Ale nasze pierwsze sześć płyt jest dowodem liberalizowania się cenzury w latach 80.: na czwartą płytę puścili utwór "Polska", na piątą "Wolność", a przy szóstej już praktycznie nie było cenzury, skoro przeszedł taki utwór jak "Totalna militaryzacja"...


Mikołaj Lizut: Dlaczego swego wydawcę już w wolnej Polsce nazwałeś złodziejem?


Kazik: Miałem do czynienia z kilkoma wytwórniami płytowymi i często czułem się oszukiwany, wręcz okradany. Było to dla mnie dość frustrujące, czułem się wykorzystywany. Dlatego teraz wydaję płyty u mojego kumpla Sławka Pietrzaka, któremu ufam.


Mikołaj Lizut: Dużo zarabiasz?


Kazik: Nie chcę rozmawiać na temat pieniędzy.


Mikołaj Lizut: A na co je wydajesz?


Kazik: Głównie na płyty. Teraz miałem sporo dodatkowych wydatków związanych z zamianą mieszkania.


Mikołaj Lizut: Kiedy wpadłeś na pomysł nagrania piosenek ojca?


Kazik: To się rodziło kilka lat. W domu były jakieś piosenki taty na kasecie. Skasowałem je, by nagrać Iggy Popa. Później tatą zainteresował się Jurek Zalewski, autor filmu "Tata Kazika". Historia z filmem trwała cztery lata i przez ten czas dojrzałem do nagrania samemu tych piosenek.


Mikołaj Lizut: Miałeś pretensje do ojca, że zostawił Ciebie i mamę?


Kazik Kiedyś tak. Nigdy właściwie nie wiedziałem, co to znaczy wychowywać się z ojcem. Gdy tata wyjechał z Polski w 1967 roku, miałem cztery lata. Później byłem u niego w Paryżu w 1971 przez trzy tygodnie. To była ponoć próba ratowania małżeństwa moich rodziców. W następne wakacje mieliśmy pojechać na dłużej, ale nie dali nam paszportu, a dwa lata później mój tata już nie żył. Moje pretensje brały się trochę stąd, że mało o nim wiedziałem. Tak naprawdę dowiedziałem się o swoim ojcu czegoś przy realizacji filmu. Teraz nie mogę go oceniać, bo znajdował się w sytuacjach ekstremalnych. Miałem zawsze cieplarniane warunki, a ten człowiek w wieku 19 lat wylądował w obozie koncentracyjnym. Z takim bagażem doświadczeń inaczej się patrzy na świat.


Mikołaj Lizut: Często podkreślasz swoje przywiązanie do tradycyjnych wartości, takich jak dom, rodzina... Nie jest Ci trudno godzić etos rockmana z rolą ojca i męża?


Kazik: Etos rockmana wcale nie musi wykluczać przywiązania do tradycyjnych wartości. Ujmijmy to w ten sposób: wykonuję wolny zawód i mam nienormowany czas pracy. Nie stoi to w sprzeczności z przywiązaniem do rodziny i wartości, jakie ta instytucja ze sobą niesie. To, że mam rodzinę, że mam swoje gniazdo i tam osoby, którym jestem potrzebny i które są mi potrzebne, pozwoliło mi tak długo funkcjonować w tym, co robię. Bo jeśli człowiek jest długo poza domem, cały czas z kolegami i jeździ z miejsca na miejsce, to czyha na niego dużo różnych pokus.


Mikołaj Lizut: Jak sobie radzisz z tymi pokusami?


Kazik: Rodzina jest wartością na tyle cenną, że te pokusy nie mogą się z nią równać. Gdybym nie miał rodziny, pewnie bym uległ - nie miałbym nic do stracenia. Być może stoję tu w opozycji do mojego ojca, dla którego rodzina nie była najważniejszą rzeczą w życiu. To, że mam dużo do stracenia, sprawia, że zachowuję się przyzwoicie.


Mikołaj Lizut: Zawsze kontestowałeś wszelkie artystyczne nagrody. Dlaczego zdecydowałeś się niedawno przyjąć Paszport "Polityki"?


Kazik: Nie odbierałem nagród, bo uważam, że sztuka nie jest czymś, co da się zmierzyć, w przeciwieństwie do osiągnięć sportowych. Można oczywiście konkurować w liczbie sprzedanych płyt, ale te zawody zupełnie mi nie odpowiadają. Tak było z Fryderykami. Na pierwszą edycję tych nagród po prostu kazano mi przybyć. Organizatorzy przyszli do mojej żony i powiedzieli, że to za duża impreza i za dużo środków w nią włożyli, żebym takie gówniarstwo odstawiał. To mnie sprowokowało. Gdy zobaczyłem tę galę w telewizji, to dziękowałem Bogu, że mnie tam nie było. To był kompletny obciach. Najważniejsza dla artysty jest jak największa sfera wolności. Nie lubię, kiedy ktoś każe mi coś zrobić. Bardzo długo tę sferę wolności życiowej i twórczej sobie zdobywałem i zagospodarowywałem - z początku mniej, później bardziej świadomie. Dotyczy to zarówno wytwórni wydającej moje płyty, jak i imprez, w których uczestniczę lub nie.


Dlatego nie od razu zdecydowałem się przyjąć tę nagrodę. Po prostu w pewnym momencie dostrzegłem, że powoli staję się niewolnikiem niechodzenia na tego typu imprezy i nieodbierania żadnych nagród. Dlatego zdecydowałem się trochę z przekory.


Mikołaj Lizut: Miesięcznik "Machina" nominował Cię za to do nagrody "Czarnego Machinera". W nominacji napisali, że zdecydowałeś się odebrać Paszport, bo dołączone było do niego 5000 zł.


Kazik: Nie udowodnię tego, ale wierz mi, że tak nie było. Nie jestem stałym czytelnikiem "Polityki" i, prawdę mówiąc, nie bardzo wiedziałem, co to są te Paszporty. Gdy odebrałem tę nagrodę, pieniądze były dla mnie miłym zaskoczeniem. Bardzo się przydały - dokończyłem za nie remont kuchni.


 
wyszukiwanie
Pokaż artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ zawierające następujące słowo:


według źródła
Zobacz artykuły, wywiady i recenzje na temat Kultu, Kazika i KNŻ z następujących źródeł:
Alej jaja (1)
B1 (1)
Bizz (1)
BRAVO (1)
Brum (18)
Bstok.pl (1)
Cogito (2)
Dziennik Bałtycki (5)
Dziennik Wschodni (1)
Express Wieczorny (2)
Fakt (1)
forum KKK (1)
Gazeta - Dziennik Polonii w Kanadzie (1)
Gazeta Braniewska (1)
Gazeta Krakowska (1)
Gazeta Łódzka (1)
Gazeta Na Pomorzu (1)
Gazeta Olsztyńska (3)
Gazeta Poznańska (1)
Gazeta Wyborcza (21)
Gazeta Wyborcza (Częstochowa) (1)
Gazeta Wyborcza (Kraków) (1)
Gazeta Wyborcza (Olsztyn) (1)
Gazeta Wyborcza (Poznań) (1)
Gazeta Wyborcza (Szczecin) (1)
Gazeta Wyborcza (Wrocław) (2)
Gazeta Wyborcza - Dolnośląska (1)
Gazeta Wyborcza Sport (1)
Gentleman (1)
Gitara i Bas (1)
Głos Szczeciński (1)
Halo (1)
Halsky Entertainment ;) (1)
Ilustrowany Kurier Terenowy (2)
Impuls (1)
in vitro (1)
Insider (1)
Klan (1)
Kulisy (3)
Kurier (1)
Kurier Lubelski (1)
Kurier Polski (1)
Kurier Poranny (2)
Kurier Tygodnik Południowo-Zachodni (1)
Machina (18)
Metropol (2)
Muza (3)
Nasza Legia (2)
Non Stop (4)
Nowe Państwo (1)
Nowości (1)
Nowy Dziennik (6)
Nowy Dziennik N.Y. (1)
Nuta.pl (5)
Obserwacje (2)
Onet.pl (2)
ORGAN (1)
Ozon (1)
PC World Computer Special (2)
Playboy (1)
PolEcho (1)
Polityka (1)
PRACA PROSEMINARYJNA - WSTĘPNA (1)
Przegląd Sportowy (1)
Przegląd Świętokrzyski (1)
Przekrój (2)
Radio Bis (1)
Reset (1)
Rock Szok (1)
Rzeczpospolita (7)
Słowo Ludu (1)
Słowo Polskie (2)
Super Express (15)
Super Express – Pilot Olsztyński (1)
Super Express - Pilot Olsztyński (2)
Sztandar (1)
Sztandar Młodych (2)
Śruba (1)
taz Hamburg (1)
Temi (2)
Teraz Rock (6)
The Warsaw Voice (1)
trojmiasto.pl (1)
TU (1)
TV Pilot (1)
Twój Styl (1)
Tygodnik Nowosądecki (2)
Tylko Rock (52)
Ultraszmata (3)
Voice (1)
Wprost (2)
www.nuta.pl (1)
www.racjonalista.pl (1)
www.YoYo.pl (1)
Wysokie Obcasy (2)
XL (9)
Zwierciadło (2)
Życie (6)
Życie na Gorąco (1)
Życie Warszawy (2)


Nie jestem raperem
Umówiłem się z Kazikiem w jego mieszkaniu. W cichym budynku, w centrum Warszawy. Na bramie napisane przez fanów teksty Kultu i słowa uwielbienia. Pukam do drzwi mieszkania oblepion... [więcej »]


Podpowiadanie wibracji
Tę rozmowę z Kazikiem Staszewkim zacząłem od 12 groszy. Prawdę powiedziawszy: trudno było nie zacząć. Materiał ten i ogromnie spodobał się naszym czytelnikom (vide Tylko Najlepsi 9... [więcej »]


Kazik na żywo
O tym, że Kazik wystąpi w Kielcach wiadomo było już w połowie sierpnia. Była to wiadomość, która poruszyła wszystkich wielbicieli Kultu. Co prawda miał to być pierwszy w Kielcach w... [więcej »]


Wywiad "Playboya": Kazik
Jedni widzą w nim rockowego rzecznika pokolenia epoki postkomunistycznej. Dla innych jest po prostu zdolnym muzykiem, który w swojej twórczości potrafi łamać wszelkie bariery i kon... [więcej »]


KULT – Koniec XX wieku
Koniec dwudziestego wieku w sztuce i muzyce to tygiel – mówi Kazik Staszewski. I w tym widzę dobry znak na przyszłość. W nieustannym mieszaniu się gatunków. Uważam, że to pię... [więcej »]


Na żywo ale w studio
SP Records (1994) Celina; Spalam się; Artyści; Kalifornia ponad wszystko; Piosenka trepa; 100000000; Raz pierwszy; Biały Gibson; Nie ma litości; Spalaj się!; Tak się robi historię... [więcej »]


kazik na żywo – POROZUMIENIE PONAD PODZIAŁAMI
SP Records (1995) Nitro; Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego; Przy słowie; Odrzuć to!; Tańce wojenne; Co się z tobą stanie gdy ci ufać przestanę; Tata dilera/Hardzone... [więcej »]


WYWIAD FORUMOWY Z KAZIKIEM - 30 PYTAŃ
1. Czy widzisz sens nagrywania nowej płyty ? Interesuje mnie bowiem, czy wiesz już jakš energię, jakie przesłanie, muzycznš siłę chcesz przekazać słuchaczom na tym albumie ? Czy m... [więcej »]


Kazik Staszewski: Maleńczuk za grosze - Najlepsze piosenki według Kazika Staszewskiego
Ostatnimi czasy z racji podwójnych przygotowań do nowych wydawnictw (Kazik: 40, Kult: Dla twojej miłoœci) słucham przede wszystkim siebie, ale jak dobrze zrozumiałem, nie o to bieg... [więcej »]


Onet.pl - czat z 06.05.2003
Kazik: Witam! Vilfredo: Panie Kazimierzu jak należy interpretować teksty Toma Waitsa w dzisiejszych czasach. Czy uważa Pan, że nie zestarzały się? Kazik: Uważam, że się nie z... [więcej »]




komentarze i recenzje
dodaj komentarz lub recenzję


ada 2003-11-18 11:18:20
Kazik jest niewątpliwie jednym z zdolniejszych i zarazem nieskorumpowanych artystów w naszym kraju w ostnich latach!Jestem dumna z tego ,że znam Jego teksty.


dada 2006-10-30 18:11:30
Kazik jest dla mnie wszystkim wiem ze to glupio brzmi bo nie znam go!! Ale jego teksty i muzyka pozwalaja i pomagaja mi zyc na tym marnym swiecie i przetrwac!!!!!11 Kaziu dziekuje ci!!!!!!!!




dodaj komentarz lub recenzję

Twoje imię lub pseudonim:



Twój adres e-mail:



  

Treść komentarza lub recenzji:

  zapamiętaj imię lub pseudonim oraz e-mail